Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Rada Dialogu Społecznego powinna być skuteczna. A będzie tak, gdy dialog społeczny znów będzie prawdziwym dialogiem

Z partnerami społecznymi powinny być obowiązkowo konsultowane wszystkie projekty ustaw, także te poselskie - mówi Andrzej Malinowski, Prezydent Pracodawców RP i nowy przewodniczący Rady Dialogu Społecznego, w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Jak pan się widzi w roli przewodniczącego Rady przez najbliższy rok?

Ta funkcja to dodatkowe i większe zobowiązania. Zadań, problemów do rozwiązania jest bardzo dużo. A skoro je widzę, to muszę się do nich zabrać. RDS powinna być skuteczna. A będzie tak, gdy dialog społeczny znów będzie prawdziwym dialogiem.

Po to RDS została wyposażona w instrument konsultacji projektów aktów prawnych. Pracodawcy, rząd i związkowcy mają się wymieniać wiedzą, trochę pospierać, trochę zgodzić, tak by projekt był jak najdoskonalszy. Tak dziś nie jest. Rząd, choć jest jedną z trzech części Rady, traktuje ją często jak piąte koło u wozu. Przesyła projekty, ale rzadko uczestniczy merytorycznie w dyskusji. Zakłada, że i tak zrobi po swojemu. Mam złą wiadomość. Pracodawcy RP systematycznie sporządzają monitoring prac legislacyjnych, również Sejmu mijającej kadencji. Wypadł fatalnie. Wiele ustaw poprawiano wielokrotnie. Nawet 70 razy w ciągu czterech lat! To dowód nie tylko braku profesjonalizmu, ale i poważnych konsekwencji pomijania konsultacji.

Ma pan pomysł, jak to zmienić?

Konsultacje to najlepsza droga doskonalenia projektu i pogłębienia wiedzy o jego skutkach. Rząd, nie korzystając z tych możliwości, bierze na siebie wyłączną odpowiedzialność za negatywne skutki wprowadzonych zmian. Przykładem niech będzie np. ustawa wiatrakowa. Nie tylko położyła branżę energetyki wiatrowej, ale uderzyła finansowo w samorządy. Bo te, opierając się na nowym prawie, najpierw podniosły podatki, po czym wydały uzyskane pieniądze. I wtedy państwo znów zmieniło przepisy, nakazując... zwrot pobranych opłat.

Nie godzę się na brak konsultacji lub skracanie ich czasu poniżej ustawowych 30 dni, bo to jest możliwe tylko w szczególnych przypadkach. Nie godzę się też na stosowanie tzw. furtki poselskiej. Nie wiedzieć czemu, projekty poselskie nie muszą być konsultowane.

Rząd opracowuje więc na kolanie projekty ustaw i podrzuca swoim posłom, jako niby-poselskie. Widzieliśmy takie kwiatki, gdy posłowie nie wiedzieli kompletnie, co proponują. A nad uchwalaniem czuwali przedstawiciele rządu. W moim przekonaniu trzeba zacząć od wprowadzenia obowiązku konsultowania z Radą także poselskich projektów. RDS jest też wyposażona w quasi-inicjatywę ustawodawczą, która pozwala bezpośrednio wpływać na otoczenie prawne. Z tej inicjatywy chcemy korzystać.

Na nowelizacje przepisów autorstwa RDS zgodę musi wyrazić rząd. Czy to realne?

Ostatecznie-decyduje większość parlamentarna. Zaproponujemy zmiany, które powinny usprawnić proces legislacyjny. Administracja publiczna nie jest ł nie może być ekspertem w każdej dziedzinie. Partnerzy społeczni mogą wskazać różne konsekwencje związane z projektem. Złe i dobre. A to ważne dla stanowienie prawa wysokiej jakości. Istotny jest też aspekt finansowy. Za wynajęcie ekspertów trzeba płacić ciężkie pieniądze. Partnerzy społeczni, przedstawiając swoje stanowiska na wysokim poziomie merytorycznym, robią to za darmo. Liczę więc na rozsądek i dobrą wolę. Jeśli tego nie będzie - gotów jestem stać przed gabinetem Prezesa Rady Ministrów i przekonam go osobiście.

Co można zmienić już teraz, aby przywrócić równowagę w dialogu społecznym?

Wszyscy, w tym strona rządowa, muszą wrócić do stołu negocjacyjnego. I zacząć ze sobą rozmawiać jak partnerzy. Moje doświadczenia podpowiadają, że efekty powinny przyjść szybko.

Proszę przyjrzeć się zespołom problemowym RDS. Stały się one narzędziem partnerów społecznych w wypracowaniu skutecznych rozwiązań służących wspólnym interesom. Zespoły są podstawą funkcjonowania RDS-u i to w trakcie ich posiedzeń odbywają się bardzo ważne i merytoryczne dyskusje oraz podejmowane są istotne decyzje.

Musimy również wzmocnić współpracę z Wojewódzkimi Radami Dialogu Społecznego. One najlepiej znają problemy lokalne, trudne do monitorowania z perspektywy centralnej. WRDS działają w sposób merytoryczny, a prowadzony tam dialog społeczny jest na wysokim poziomie. RDS i WRDS-y muszą zacząć działać „ramię przy ramieniu”. Ich regionalne problemy to często elementy większej, ogólnopolskiej układanki. Dlatego trzeba je rozwiązywać wspólnie, patrząc na nie ze wszystkich stron.

Czy ma Pan już pomysły jakie zmiany mogły by zostać zainicjowane przez RDS?

O niektórych z nich rozmawialiśmy na pierwszym pod moim przewodnictwem prezydium RDS. Przed nami np. spowolnienie gospodarcze, którego skala jest jeszcze trudna do oszacowania. Po dość gwałtownych zmianach w podatkach, jakie rząd nam zaaplikował widać, że dostrzega on zagrożenie. Można się do niego przygotować bardziej systemowo, zamiast chaotycznego rzucania różnego rodzaju prowizorycznych rozwiązań i nieprzemyślanych pomysłów. Przedsiębiorcy i pracodawcy dysponują dogłębną wiedzą o gospodarce i jej funkcjonowaniu. Szybciej i lepiej odczytują sygnały rynkowe. Chcemy wykorzystać te nasze atuty w celu stworzenia „koła ratunkowego” dla polskiej gospodarki. Choć raz pokażmy, że Polak jest mądry przed szkodą.

Pogłębiają się też problemy rynku pracy. Ze szczególną siłą mogą one towarzyszyć spowolnieniu. Nie od dzisiaj mamy problemy z brakiem pracowników. Z dużymi trudnościami lukę tę wypełniają cudzoziemcy. Jest to jednak kropla w morzu potrzeb. Musimy szybko zaproponować efektywne rozwiązania. Np. takie, które zachęcą grupy długotrwale bezrobotnych i młode matki do powrotu na rynek pracy. Bardzo ważnym jest tu właściwe korzystanie ze środków Funduszy Pracy. Jest on ku naszemu oburzeniu używany przede wszystkim do rozwiązywania problemów nie związanych z rynkiem pracy w tym do realizacji obietnic wyborczych. Nie takie są jego cele

To niektóre z pomysłów. RDS musi być po prostu kreatywna i reagować szybko na pojawiające się problemy. A także wykorzystywać wszystkie narzędzia jakie ma do dyspozycji.

Jak wygląda optymistyczny scenariusz na zakończenie Pana kadencji za rok?

Polski pracodawca i przedsiębiorca musi być urodzonym optymistą. Inaczej nie odniesie żadnych sukcesów. Wracając jednak do pytania… Mój następca siada do sporządzenia planu działań na swoją kadencję i dochodzi do wniosku, że nie ma nic do roboty. Bo Malinowski wszystko pozałatwiał! To oczywiście żart. Najważniejsze, żeby dialog społeczny między pracodawcami, związkowcami i rządem był faktyczny a nie fasadowy.

Czy przewiduje Pan też pesymistyczny?

Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Szczególnie jeśli nie mamy stuprocentowego wpływu na ich przebieg. Pesymistycznym scenariuszem będzie trwający nadal kryzys dialogu społecznego, nierzetelne konsultacje i permanentna niestabilność otoczenia prawnego.

Jeśli do tego dodamy pogłębiające się problemy na rynku pracy i nakręcającą się stale spiralę kosztów pracodawców, to…

Tego chciałbym uniknąć.