Prof. Monika Gładoch o nowym Kodeksie pracy: Pracownicy będą żyli w jeszcze większym strachu niż dotąd

– Mam nadzieję, że Kodeks pracy w takim kształcie nie wejdzie w życie, bo stanie się źródłem niekończących się sporów. I cofnie nas pod względem wolności i praw pracowniczych o dziesiątki lat wstecz – mówi w rozmowie z portalem gazeta.pl Monika Gładoch, doradca Prezydenta Pracodawców RP, wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, która przygotowała projekt nowego Kodeksu pracy.

– Obowiązujący Kodeks pracy pochodzi z 1974 r. Jak mniemam, rządzący obecnie politycy postanowili stworzyć nowe dzieło, które chcą dać ludziom pracy. Z takim nastawieniem, że trzeba zrobić porządek z umowami śmieciowymi. Ale też nowy Kodeks, miał być Kodeksem XXI wieku. Były więc oczekiwania, że znajdzie się tam coś nowoczesnego. Do prac nad nowym Kodeksem powołano komisję kodyfikacyjną. Prace komisji właśnie się kończą. Na stworzenie nowego Kodeksu komisja miała niestety tylko 18 miesięcy – wyjaśnia.

Napawa mnie niepokojem to, jak ludzie zrozumieją przepisy indywidualnego prawa pracy. Tym bardziej, że nawet w gronie członków Komisji są wątpliwości jak pewne regulacje odczytywać. My, znając intencję przepisu, możemy go sobie wyinterpretować. Niestety, przedsiębiorca czy pracownik, który weźmie do ręki ten przepis, po prostu go nie zrozumie. Myślę, że to bardzo duży mankament Kodeksu indywidualnego – ocenia.

– Bardzo niepokoi mnie też pomysł, żeby wyrugować do maksimum umowy zlecenia i umowy o dzieło. Umowa o pracę i jej nowe formy, są tak naprawdę inną postacią umów śmieciowych, tyle tylko, że zapisanych w Kodeksie pracy. Umowa o pracę sezonową, dorywczą i nieetatową, nie daje pracownikom żadnej ochrony. Nie ma tam żadnej stabilizacji zatrudnienia. Nie chroni się ani pracowników w wieku przedemerytalnym, ani kobiet w ciąży, ani na urlopach czy zwolnieniach lekarskich. Innymi słowy, to sygnał, że jeśli pracownik zdecyduje się skorzystać z L4, to można go w czasie zwolnienia pozbawić pracy – dodaje prof. Gładoch.

Jest tam przepis zniewalający pracownika. Bo będzie mu wolno dorabiać do 32 godzin. Chyba, że będzie zatrudniony u innego pracodawcy, na drugim etacie. Ale to mało prawdopodobne. Natomiast pracodawca będzie mógł zarządzić, czyli albo wpisać do regulaminu pracy, albo zapisać w obwieszczeniu, że pracownicy zatrudnieni na etatach, nie mogą podejmować działalności konkurencyjnej u innego pracodawcy. Czyli lekarz nie może iść do innej kliniki. Nauczyciel do innej szkoły. Pielęgniarka może pracować tylko w moim szpitalu. Dotyczy to wszystkich pracowników – zaznacza.

Mało tego. Wprowadzamy jeszcze umowne uzupełnienie tego zakazu. Zapisane w odrębnej umowie. Pracodawca będzie mógł podpisać z pracownikiem zakaz konkurencji, który będzie polegał na tym, że pracownik zatrudniony na pełnym etacie nie będzie mógł prowadzić żadnej działalności gospodarczej oraz pracować w innej firmie. W ogóle. Dostanie glejt: jesteś tylko mój – tłumaczy.

– To jest Kodeks, który będzie Kodeksem konfliktowym. A ja takich regulacji prawnych nie chcę w biznesie. One są bardzo złe. Psują stosunki międzyludzkie w pracy. Tego po prostu się nie robi – podsumowuje Monika Gładoch.

Rozmowa jest dostępna tutaj.