Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Narodowy Program Leżenia

Dyscypliny sportowe dzielą się w Polsce na bezpieczne i „ekstremalne”. Które są które, decyduje nic innego, niż widzimisię znających się na wszystkim urzędników – pisze w „Rzeczpospolitej” Prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski.

Narty! Zjazdy na nich czy korzystanie z wyciągów są sportem ekstremalnym. To oczywiście z powodu pandemii. Ustalono, że wirus jest szczególnie zjadliwy i bezwzględnie atakuje ubranych od stóp do głów narciarzy. Słowem: wielkie niebezpieczeństwo! Do czasu jednak. Okazało się, że nie jest tak źle, gdy Pierwszy Narciarz RP chciał poszusować, a wpływowy wiceminister przypomniał sobie, że ma udziały w stoku. I – przynajmniej przez jakiś czas – wolno było jeździć.

A co z basenami czy innymi sportami uprawianymi na wolnym powietrzu? Także bardzo ryzykowne! Dlatego ze względu na zdrowie i bezpieczeństwo obywateli również je zamknięto. Mimo to rodacy robili wszystko, by zapewnić sobie odrobinę aktywności fizycznej. Sprawdzony polski sposób, to obchodzenie przepisów. Skoro ćwiczyć mogli kadrowicze, to na potęgę zaczęto zapisywać się do związków sportowych. I to zarówno w dyscyplinach olimpijskich, jak i paraolimpijskich. Jeśli z basenów można było korzystać tylko w celach rehabilitacyjnych, to gremialnie staliśmy się narodem mającym problemy z kręgosłupem. Potwierdzone oczywiście odpowiednimi dokumentami. Jednym słowem: do podziemia kosmetycznego, gastronomicznego, fryzjerskiego dołączyło podziemie sportowe. 

Ostatnio podobno z pandemią wygrywamy. Rozmaite urzędowe regulacje nadal jednak niechętnie ułatwiają naszą aktywność fizyczną. Wprawdzie w maju będzie można ćwiczyć na stadionie, czy też pływać na basenie. Dostęp do tych obiektów pozostanie jednak ograniczony i utrudniony. Będą mogły funkcjonować na pół gwizdka. 

Zdaniem władzy miejscem szczególnie niebezpiecznym są siłownie. Czy czasem nie dlatego, że pracuje w nich wielu dobrze zbudowanych i silnych instruktorów? Kluby fitness, zamknięte na głucho wiele miesięcy temu, można będzie otworzyć dopiero pod koniec maja. Także z wieloma obostrzeniami. I nadal nie wiadomo dlaczego! Nie wyjaśnił tego również nasz prezydent, który podczas spotkania z przedstawicielami branż szczególnie poszkodowanych pandemią, stwierdził: „Nie możemy – jak państwo doskonale wiedzą – otworzyć wszystkiego na hura, krzyknąć: «Tak, super, bo spadła nam liczba zachorowań poniżej 7 tys. dziennie, to znaczy, że już wszystko może normalnie działać!». […] liczby zachorowań mogą nam gwałtownie wzrosnąć, jeżeli do takiego otwarcia doprowadzimy”. A Polska Federacja Fitness ostrzega już od roku, że łóżka respiratorowe coraz częściej zajmują otyli, młodzi ludzie, których pozbawiono dostępu do ćwiczeń.

Winston Churchill zapytany o źródło swoich sukcesów w polityce odpowiedział krótko. „Oszczędzanie energii. Nigdy nie należy stać, jak można siedzieć. Nie należy też siedzieć, jak można leżeć”. W Polsce najwyraźniej wzięto pod uwagę jego słowa. Stąd pewnie działania władz, które w sumie, zgodnie z obowiązującą modą, składają się na Narodowy Program Leżenia. Jego twórcy są przekonani, że odniesie on sukces i pokonamy pandemię. Nie biorą wcale pod uwagę, że tak skumulowana energia może być wykorzystana w odwrotnych kierunkach: na przykład aby odsunąć ich od władzy.