Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Na rynku energii jest taka sytuacja, że nikt nic nie wie

- To, jak długo potrwa obecna niepewność związana z regulacją cen energii, będzie w dużej mierze zależało od stanowiska Komisji Europejskiej. Jeśli to nie zostanie uznane jako pomoc publiczna, to spodziewam się, że rozporządzenie szybko powstanie i szybko wejdzie w życie - mówi serwisowi WNP.PL dr Leszek Juchniewicz, pierwszy prezes URE (w latach 1997-2007), główny ekonomista Pracodawców RP.

– Od czasu jak Polska wdrożyła zasady regulacji szeroko rozumianego sektora energetyki, to taki przypadek nie miał miejsca. Do tej pory nie było takiej ingerencji Sejmu, czyli ustawodawcy, w konstytucję rynku energii, jaką jest ustawa Prawo energetyczne, która doprowadziłaby do tak ogromnego zamieszania z cenami energii. Obecnie nikt nic nie wie! Mamy ustawę, ale nie mamy rozporządzeń wykonawczych. Powinno być wydane rozporządzenie, a go nie ma i nie wiadomo jak liczyć i kalkulować, jakie faktury wystawiać. Uczestnicy rynku energii mają więc olbrzymi kłopot – komentuje Leszek Juchniewicz.

Juchniewicz wskazuje, że "prace nad przygotowaniem rozporządzenia podobno trwają, było ileś jego wersji, ale tak naprawdę wszyscy w Ministerstwie Energii czekają na decyzję Komisji Europejskiej dot. notyfikacji ustawy, czy będzie ona potrzebna, czy nie".

– Patrząc na to systemowo i długookresowo, trzeba przypomnieć, że Polska w roku 1991 podpisując tzw. układ europejski, czyli umowę ze Wspólnotą Europejską, zobowiązała się do stosowania zasad rynkowych w energetyce. Dopiero w 1997 r. uchwalone zostało Prawo energetyczne, które stało się konstytucją rynku energii. Od tamtej pory takie zdarzenie, jak obecnie z cenami energii, nie miało miejsca – dodaje Leszek Juchniewicz.

– Zawsze staraliśmy się stosować zasady rynkowe, oczywiście z odpowiednią dozą regulacji, tam gdzie ona była niezbędna. Teraz jednak mamy do czynienia z ingerencją nie tylko w ceny energii, ale także w opłaty przesyłowe. To ma wielorakie implikacje związane z rozwojem sieci energetycznych, inwestycjami w sieci przesyłowe i dystrybucyjne, co się z kolei przerzuca na bezpieczeństwo energetyczne i niezawodność dostaw energii – wyjaśnia.

– Już nie mówię o inwestorach spółek energetycznych, inwestorach indywidualnych i funduszach, które kupiły akcje spółek w ramach promowania tzw. Akcjonariatu Obywatelskiego. Teraz inwestorzy na pewno nie mają co liczyć na dywidendę. Wszystkie przedsiębiorstwa energetyczne będą krótkie finansowo, przyjdzie im energię kupować drogo, a sprzedawać taniej, co jest w warunkach gospodarki rynkowej niewyobrażalne! – podkreśla ekspert Pracodawców RP.

Artykuł jest dostępny tutaj.