Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Gorzki flirt z zakazem handlu

Niedawno rząd ogłosił, że dokona oceny funkcjonowania zakazu handlu w niedzielę. Wiadomo już bowiem, że rozkłada on na łopatki małe sklepy. Ludzi zaś przyzwyczajonych do kupowania świeżych bułek w niedzielę doprowadza do szewskiej pasji. „Brawo!”- chciałoby się krzyknąć. Ale mija ledwie 40 dni od 1 stycznia, gdy decyzją władzy ten właśnie zakaz po roku obowiązywania... zaostrzono! – pisze w „Rzeczpospolitej” Prezydent Pracodawców RP.

– Z dwóch niedziel handlowych w miesiącu została jedna. Dlaczego przed tym nie dokonano odpowiednich analiz? To jakby krawiec najpierw szył garnitur, a dopiero potem pytał klienta o kolor materiału i zapraszał na mierzenie – zauważa Andrzej Malinowski.

– Władza wykonuje takie „esy-floresy” z powodu romansu z organizacją związkową z „S” w nazwie. Męski żart głosi, że kobieta to najgroźniejszy pocisk. Bo wpada w oko, rani serce, dziurawi kieszeń i wychodzi bokiem. Teraz rząd przekonał się, że pani „S”jest taką właśnie zołzą. Żądała zakazu handlu i w końcu go wydębiła. Ale chociaż dostała, co chciała, to nadal jest niezadowolona. Kaprysi, robi awantury i grozi wyprowadzką. Ci, co rok temu flirtowali ze związkowcami na temat zakazu, dziś muszą przełknąć gorzką pigułkę – podkreśla.

– Powinni wycofać się rakiem z tego pomysłu. Jest on zwyczajnie nietrafiony. I niech nie mówią, że nie wiedzieli. Ostrzegano przed jego skutkami. Mówiono, że to się dobrze nie skończy i spodziewanych efektów nie przyniesie. Tak się też stało. Duże sieci, dysponując znacznym kapitałem, zorganizowały promocje. Wpłynęły na przyzwyczajenia zakupowe klientów. Pozmieniały grafiki pracy, by poradzić sobie z niedzielną przerwą. Teraz trzeba pracować w środku nocy. A co mają robić studenci, emeryci czy stali pracownicy chcący sobie dorobić? Mieli na to szansę tylko w niedzielę. Z kolei małe rodzinne sklepy, którym zakaz miał pomóc, zaczęły padać. Według różnych statystyk zniknęło ich do 2019 roku od kilku do nawet kilkunastu tysięcy! – zwraca uwagę Malinowski.

– Dziś władza musi niezręcznie tłumaczyć, że czarne jest białe. I poprawiać to, co wcześniej popsuła. Tyle że bycie mistrzem w rozwiązywaniu problemów, które się samemu tworzy – to żaden powód do dumy – pisze.

– Można jednak uczyć się na błędach. Nie ignorować merytorycznych uwag i odmiennych opinii. Zachowywać przy legislacji zdrowy rozsądek. Robić rzetelne oceny skutków regulacji (OSR )do każdego projektu ustawy, a potem przeprowadzać uczciwe konsultacje społeczne. A jeśli popełni się błąd - to naprawić go, a nie pudrować. Zakaz handlu należy znieść. Po prostu. Wprowadzić inne zasady regulujące handel w niedzielę - tak by zarówno pracownicy, klienci i przedsiębiorcy byli zadowoleni. Oczywiście takie rozwiązania istnieją. Wystarczy się spotkać razem przy stole i o nich podyskutować. Tylko tyle, choć bywa, jak widać, że aż tyle – podsumowuje Prezydent Pracodawców RP.