Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Einstein w Buenos Aires

Buenos Aires dzieli od Polski 12 tys. kilometrów. Uczestnicząc w szczycie B20, odnoszę jednak wrażenie, że dystans do Warszawy trzeba liczyć... w latach świetlnych. Czyżbym doświadczył zakrzywienia czasoprzestrzeni? Teorii względności Einsteina w praktyce? Nie. Wystarczyło, abym do ręki wziął materiały z prac grup zadaniowych B20 dotyczące rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw – pisze w „Rzeczpospolitej” Prezydent Pracodawców RP.

– I porównał z projektami naszych ustaw, np. podatkowych. O tych ostatnich oraz innych „wykwitach” polskiej legislacji pisałem tydzień temu. O przepisach tworzonych z podeptaniem zasad logiki i reguł języka polskiego. Zepsutych nie przez błędy merytoryczne, ale niewyobrażalne niechlujstwo językowe. Takie, za które uczeń podstawówki powtarzałby klasę – dodaje.

– Materiały na szczyt B20 to zupełnie inny świat. Taki, w którym szacunek dla wysiłków i zasobów przedsiębiorcy są podstawą działania. Dlaczego? Poruszanie się wśród przepisów wymaga bowiem od podatnika poświęcenia czasu, nabycia umiejętności oraz wydania środków. Eksperci B20 mówią wprost – przyjazne dla przedsiębiorców otoczenie prawne jest niezbędne, aby uniknąć kosztownych i zbędnych obciążeń dla małych i średnich firm. Inaczej ugrzęzną one w codziennej walce z biurokratyczną machiną. Walce, której wygrać nie można – tłumaczy Andrzej Malinowski.

– Potrzeba przede wszystkim prostych procedur, takich jak np. zatrudniania pracowników, wsparcia dla firm rozpoczynających działalność, klarownych stawek VAT. Wszystkie te ułatwienia dla biznesu nie są żadnym prezentem czy łaską – podkreśla.

– Nie tylko ten pogląd jest oczywisty dla uczestników szczytu. W trakcie dyskusji i rozmów ze świecą można szukać kogoś, kto lekceważyłby zagrożenia związane z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. Sprawą otwartą jest, czy będzie ono większe czy mniejsze. Będzie jednak na pewno. Rzucanie sobie kłód pod nogi w postaci niechlujnych przepisów – w perspektywie załamania koniunktury - to głupota w najczystszej postaci. To jakby przy gaszeniu pożaru stodoły rozdawać instrukcje trzymania kubła z wodą napisane po chińsku. Kto nie potrafi przeczytać, ten wiadra nie dostanie. Bez sensu? Uważacie, że nikt nie byłby tak nierozsądny? Gdybym w Buenos Aires zaczął opowiadać o rodzimych projektach np. przepisów podatkowych – nikt by mi chyba nie uwierzył – zauważa.

– Nie ma się czym chwalić, można by się wręcz wstydzić. Ale najlepiej po prostu zabrać się do roboty. Czasu nie zostało wiele – włoska gospodarka trzeszczy, na wiosnę swoje dołoży brexit. Ustawodawca musi wykorzystać własne zasoby, ekspertów organizacji pozarządowych, tryb konsultacji społecznych i uchwalić niezbędne przepisy najlepiej i najszybciej jak się da. Zróbmy po prostu to, co reszta świata – podsumowuje Andrzej Malinowski.

Artykuł jest dostępny tutaj.