Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Dialog społeczny à la Korea Północna

'Czym się różni demokracja od demokracji ludowej?” - pytano w czasach PRL. Odpowiedź brzmiała: „Tym, czym krzesło od krzesła elektrycznego”. Przypominam ten dowcip, bo naszym decydentom...udało się sprawić, że znów jest on aktualny! Tylko że zamiast demokracji dotyczy dialogu społecznego. Tak. Jego sytuacja jest taka jak w dowcipie - podpięto do dialogu „prąd”. I to już nie jest śmieszne – pisze w „Rzeczpospolitej” Prezydent Andrzej Malinowski

– Do takich wniosków prowadzi lektura pism przewodnich Kancelarii Sejmu dołączonych do czterech projektów ustaw. 23 kwietnia (przynajmniej taką datę wpisano w nagłówku) Kancelaria przesłała je do Rady Dialogu Społecznego (RDS) z prośbą o wymagane prawem konsultacje. Były to ustawy: prawo wodne; o radiofonii i telewizji; o tachografach; o transporcie drogowym. Listy te wraz z projektami wpłynęły do RDS dopiero 8 maja - i wówczas strona społeczna z rządową powinny zasiąść do konsultacji. Uwaga, siadamy i... łup, trach, coś nas właśnie walnęło w tylną część ciała. Do sejmowych dokumentów dołączono bowiem dodatkowe, „elektryzujące” informacje! Że prawo wodne i ustawa o radiofonii... już zostały skierowane do I czytania! Dokładnie 8 maja! A tachografy i transport 20 kwietnia! – wyjaśnia.

To ma być dialog społeczny? Halo, strono rządowa! Projekty mają być zgodnie z obowiązującym prawem konsultowane, zanim, powtarzam: zanim trafią do Sejmu! Panie i panowie ministrowie. Malowaliście kiedyś mieszkanie? I kiedy ustalaliście kolor z malarzem - przed czy po tym, jak zabrał się do roboty? – pyta.

Ktoś może powiedzieć „konsultujcie w trakcie prac sejmowych”. To też wbrew prawu, ale trudno. Przeprowadzenie konsultacji społecznych jest ważniejsze i bardzo potrzebne. Tyle że... mamy nowy problem! Nikt ze strony społecznej nie zostanie wpuszczony do parlamentu. Bo marszałek ogrodził go kordonem policji. I jak kogoś już musi wpuścić, to tylko posiadaczy stałych przepustek. A eksperci strony społecznej mają przepustki jednorazowe, na konkretne wydarzenia. Czyli nie wejdą. Wynika z tego, że autorzy ustaw będą prowadzić dialog wyłącznie z posłami – dodaje Malinowski.

– Od wielu miesięcy można zaobserwować specyficzne podejście do konsultacji - konsultować tak, żeby nie konsultować. Jak tak dalej pójdzie, to na szkolenie dotyczące dialogu społecznego będzie mógł się wybrać do Polski przywódca Korei Północnej. Wróciłby zadowolony, z zeszytem pełnym cennych notatek. I pewnie wpuszczono by go do Sejmu, wyczuwając bratnią duszę – ironizuje.

– Dość żartów. Na „politycznym rynku” mówi się, że w łonie rządowej reprezentacji suwerena zaostrzyła się ostatnio walka różnych frakcji. W każdym razie takie traktowanie Rady Dialogu Społecznego, w której kierownictwo obecnie sprawuje rząd, daje wiele do myślenia
– podkreśla.

– Dziwi mnie też, że związkowcy – z krwi i kości strona jak najbardziej społeczna – siedzą potulnie jak baranki. Dlaczego nie protestują, nie zrobią w swoim stylu jakiejś manifestacji? Tak jak kilka lat temu! Nie przeszkadza im, że rząd ma dialog społeczny gdzieś, że się tak oględnie wyrażę? Dziwne. Pracodawcom - na pewno przeszkadza! I pewnie suwerenowi też zacznie, jak coraz bardziej bezmyślnie pisane prawo rozłoży kolejne gałęzie gospodarki. Co wtedy zrobią decydenci? Pójdą po radę do kolegi z Korei Północnej? – podsumowuje Andrzej Malinowski.

Artykuł jest dostępny tutaj.