Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Czy CAS ma szklaną kulę?

Rekonstrukcja rządu wywołała lawinę sugestii i porad dotyczących tego, co nowi ministrowie powinni zrobić. Wszystkie spokojnie mogą trafić na makulaturę. Nie zapominajmy, że rząd jest teraz „rządem wyborczym”. Ma zrealizować „piątkę Kaczyńskiego” i pomóc w dowiezieniu dobrego wyniku z eurowyborów do kolejnych, tym razem do polskiego parlamentu – pisze w „Rzeczpospolitej” Prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski.

Wydawałoby się, że to nic nowego. Każda rządząca ekipa przed bojem o poselskie i senatorskie mandaty mobilizuje wszystkie siły. Korzystając jednak w kampanii z zasobów państwa, trzeba zachować zdrowy rozsądek – zaznacza.

Komisja Europejska opublikowała właśnie wiosenną ocenę 28 państw UE z konkretnymi zaleceniami dotyczącymi ich budżetów i gospodarek. Pod adresem Polski wystosowała niestety kilka poważnych ostrzeżeń. Pierwsze dotyczy nadmiernie rozdętych wydatków budżetowych. Nie jest tajemnicą, że 500+ na każde dziecko czy 13. emerytura to z pewnością kosztowne pozycje. Komisja zwraca też uwagę na system emerytalny. Musi się on zmierzyć z malejącą liczbą czynnych zawodowo osób płacących składki oraz rosnącą - emerytów. Bruksela zaleca nam tu zachęcanie ludzi do pracy – wyjaśnia.

Wygląda na to, że unijni eksperci nijak nie mogą połączyć w racjonalną całość obniżania u nas wieku emerytalnego i równoczesnego fundowania kilkudziesięciu miliardów złotych nowych wydatków. W tym takich, które do pracy tej wręcz zniechęcają – ocenia Malinowski.

A może jest inaczej? Bo polski rząd np. posiadł alchemiczną sztukę zamiany pospolitych metali w złoto. I zamiast prognozowanej katastrofy, jaką można wyczytać między zaleceniami KE, zadziwimy świat nowymi, wspaniałymi osiągnięciami. Tym, którzy uważnie analizują polską sytuację polityczno-gospodarczą, odpowiedź nasuwa się sama. W ciągu ostatniego roku nastąpiło bowiem jedno wydarzenie, które mogłoby sprawić, że polski rząd jest mądrzejszy od wszystkich. Otóż od jesieni działa „pełną parą” rządowy think tank - Centrum Analiz Strategicznych – zwraca uwagę.

W jednym z felietonów osobiście życzyłem CAS udanego startu. Tego, by m.in. ukrócił Polskę „resortową”, usunął legislacyjne brakoróbstwo itp. Sprawił, by rząd w działaniach uwzględniał perspektywę nie najbliższych miesięcy, lecz dekad. Zapewne udało się CAS te cele zrealizować w 200 procentach, skoro rząd tak odważnie poczyna sobie z budżetem. Oczywiście znajdą się malkontenci. Powiedzą, że gdyby Centrum działało, to np. nigdy nie doszłoby do konfliktu między resortem finansów a przedsiębiorczości o test przedsiębiorcy. Czy walki o „prawo do błędu” dla początkujących firm – pisze.

Cóż można odpowiedzieć ludziom małej wiary... Jasnym jest, że była to zasłona dymna chroniąca cenne osiągnięcia CAS przed przedwczesnym ujawnieniem i sabotowaniem przez wraże siły. Aż chciałoby się sparafrazować jeden z najpopularniejszych cytatów z filmu „Miś”. „To jest CAS na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym CAS-em? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo” – ironizuje.

Nie ma znaczenia czy CAS posługuje się szklaną kulą do przepowiadania przyszłości. Czy może po cichu pracują dla niego wszyscy żyjący nobliści świata. Po prostu CAS musi i z pewnością ma jeszcze kilka gospodarczych asów w rękawie. A rząd doskonale wie, co robi. Przecież nikt nie zaryzykuje roztrwonienia zasobów państwa tylko po to, by wygrać wybory – podsumowuje Andrzej Malinowski.