Zamiast jeść żabę, lepiej wynająć lwa

Jakże mało apetyczny widok! Rząd z trudem przełyka medialną żabę pt. Beata Szydło przyznała sporą nagrodę finansową... Beacie Szydło. Nie tylko musi ją zjeść, ale też... do niej się przyzwyczaić. Wiele bowiem wskazuje, że za rok kabaret z „samonagradzaniem" się powtórzy. Znów trzeba będzie łykać żabę w świetle fleszy.

„Podnieście pensje ministrom i wiceministrom. Oni zarabiają mniej niż podlegli im dyrektorzy departamentów! To absurd do kwadratu!” – pisałem we wrześniu ubiegłego roku przy okazji konstruowania budżetu. Argumentowałem, że praca w rządzie wymaga ogromnych kompetencji i obarcza najwyższą odpowiedzialnością. Gdyby któryś z decydentów przez chwilę się zastanowił i poszedł za tą radą, dziś wstydu by nie było.

Ale nie! Politycy tak bardzo chcą się przypodobać suwerenowi, że boją się nawet mówić o podwyższeniu pensji członkom rządu. Wolą utrzymywać propagandową fikcję, że ministrom do życia wystarczy powietrze i satysfakcja z posiadania gabinetu. Z drugiej strony wszyscy wiedzą, że jakoś trzeba im dopłacić. Inaczej pójdą do lepiej płatnej roboty w prywatnym sektorze. „Noto dajmy im po cichu nagrody!” – wpada ktoś na „genialny”pomysł. I wizerunkowa katastrofa gotowa.

Czy temu „geniuszowi”wydawało się, że w dobie internetu, smartfonów i powszechnego wścibstwa można zachować tłuste nagrody dla VIP-óww tajemnicy? Jeśli takie są jego „kompetencje”, to powinien wylecieć z urzędu z prędkością nadświetlną. Zamiana podwyżki każdej z 12 pensji w jedną sporą nagrodę dało skumulowany efekt medialny. Nic, tylko patrzeć na najbliższe sondaże. Myślicie, że pójdą w górę?

Paradoksalnie – ministrom i wiceministrom jak najbardziej trzeba podwyższyć wynagrodzenia! Powtarzam to od dawna! Wykonują oni niesłychanie ważną pracę. Potrzebujemy na tych stanowiskach najlepszych fachowców, oddanych swym zadaniom i niepodatnych na zewnętrzne pokusy. Za miskę ryżu ich nie zatrudnimy, nie ma co suwerena oszukiwać.

Zarobki naszej „erki”na tle unijnym wyglądają tymczasem jak bieda z nędzą. Jak wynika z dostępnych danych, kraje, w których szefowie rządów zarabiają mniej niż nasz premier, można policzyć na palcach jednej ręki.

Sprawę można było załatwić już dawno, ale znów pojawili się jacyś geniusze. Pomysł podwyżki wynagrodzeń dla członków rządu w ubiegłym roku połączono z podwyżką uposażeń posłów i senatorów. W ten sposób koncertowo go zatopiono. Bo czy ktoś zna odpowiedź na pytanie, czym zajmują się senatorowie? Chyba nikt. Nic dziwnego, że pomysł został zbombardowany wszerz i wzdłuż.

Cały felieton znajduje się tutaj.