Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Podwyższenie płacy minimalnej nie wystarczy, by zatrzymać Ukraińców w Polsce

Z 2250 do 2600 złotych – tak zwiększyła się płaca minimalna z początkiem 2020 roku. Eksperci Personnel Service wskazują, że dodatkowe 350 zł brutto miesięcznie to atrakcyjna podwyżka dla pracowników z Ukrainy, ale może nie wystarczyć, by zatrzymać kadrę ze Wschodu. Konieczne jest także m.in. wprowadzenie zmian w zakresie wydawania zezwoleń na pracę oraz przyjęcie kompleksowej strategii imigracyjnej.

Minimalne wynagrodzenie w Polsce określa cyklicznie nowelizowana ustawa. Zgodnie z jej założeniami, poziom płacy minimalnej w 2020 roku wynosi 2600 zł brutto miesięcznie na umowie o pracę (podwyżka o 350 zł brutto w porównaniu do 2019 roku) lub 17 zł brutto za godzinę na umowie-zlecenie (podwyżka o 2,3 zł brutto). 

Z raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2019” wynika, że pracowników z Ukrainy zatrudnia 18 proc. firm w Polsce. Aż 56 proc. z nich płaciło pracownikom z Ukrainy w 2019 roku mniej niż 16 złotych na godzinę, czyli poniżej poziomu obowiązującej od stycznia br. płacy minimalnej. Ta zmiana oznacza zatem podwyżki dla sporej grupy Ukraińców.

– Zarobki były, są i będą jednym z kluczowych elementów decyzji o emigracji. Można się zatem spodziewać, że podwyżka bazowego wynagrodzenia będzie zachętą dla Ukraińców. Zwłaszcza dla tych osób, które decyzję o przyjeździe mają jeszcze przed sobą – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert Pracodawców RP.



Kolejne podwyżki dla Ukraińców to kwestia czasu

Zdaniem ekspertów Personnel Service, stopniowe zwiększanie wynagrodzenia pracowników z Ukrainy jest konieczne, niezależnie od zmian ustawowych. Wynika to z otworzenia się niemieckiego rynku pracy na specjalistów z Ukrainy.

– Praca na niektórych stanowiskach, np. w sektorze przemysłowym czy w logistyce, jest podobna w każdym kraju. Wówczas głównym argumentem dla pracownika-imigranta jest pensja. Polska w tym zakresie nie możne konkurować z Niemcami. W niemieckiej fabryce można zarobić nawet ok. 30 zł więcej na rękę za godzinę. To ogromna różnica, ale na szczęście mamy kilka przewag, takich jak bliskość kulturowa czy geograficzna. Jeżeli połączymy to z dalszym wzrostem wynagrodzeń, zminimalizujemy ryzyko masowego odpływu kadry ze Wschodu – zaznacza Krzysztof Inglot.


Pracodawcy nie mają wątpliwości: nowa polityka imigracyjna konieczna od zaraz

Rosnąca konkurencja o pracowników z Ukrainy w UE to problem zauważany nie tylko przez branżowych ekspertów, ale też polskich pracodawców. W raporcie Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2019” aż 24 proc. firm wskazało, że obawia się rosnącej konkurencji o pracowników z Ukrainy w UE, a kolejne 14 proc. podkreśla, że najmocniej boi się otworzenia się niemieckiego rynku pracy. W czołówce wskazanych trudności były jednak kwestie formalne.

– Pracodawcy nie pozostawiają złudzeń. Około 4 3proc. z nich zauważa trudności administracyjne w procesie zatrudniania pracowników z Ukrainy. Z kolei 33 proc. twierdzi, że problem tkwi w krótkim 6-miesięcznym okresie pracy w ciągu roku. To kwestie, które wymagają pilnej zmiany – kontynuuje Krzysztof Inglot.

Ekspert podkreśla, że emigracja ukraińska to ok. 6 mln ludzi, z czego w Polsce pracuje ok. 2 mln. To duża grupa, odpowiedzialna za 11 proc. polskiego PKB z ostatnich 5 lat. Dlatego, powinniśmy zabiegać o zmiany w prawie dążące do większego otworzenia się na pracowników z Ukrainy, a w dalszej perspektywie – także Białorusi. Wśród proponowanych zmian jest m.in. przedstawienie listy preferowanych zawodów, których wykonawcy mogą liczyć na szybsze wydanie decyzji o stałym pobycie (np. lekarze czy pielęgniarki) czy szereg ułatwień socjalnych.