Gospodarka, siła, wizja
Zaufało nam 19 000 firm zatrudniających przeszło 5 000 000 pracowników

Don’t panic. Na spowolnienie już mamy reguły

COVID-19 to nie to samo co upadek Lehman Brother’s. Słychać głosy nawołujące do jak najszybszego zwiększenia tegorocznego deficytu Sektora Finansów Publicznych (SFP) do maksymalnych limitów i porzucenia ekonomicznie nieuzasadnionego „zrównoważonego” budżetu. Ba, niektórzy nawet porównują  bieżącą sytuację do kryzysu 2008. Moja ocena tych głosów jest krótka – to histeria. Bądźmy rozważni w rozdmuchiwaniu deficytu finansów publicznych!


Paniczne nawoływanie do takich ruchów – jeżeli padnie na podatny grunt – może skończyć się ogromnymi problemami. Jeszcze nie wiemy, jak koronawirus ekonomicznie wpłynie na gospodarkę światową i europejską. Czy skończy się tylko głębszym spowolnieniem gospodarczym czy też recesją. Ale porównywanie obecnej sytuacji do kryzysu z 2008 r., kiedy załamał się cały światowy system finansowy, kiedy rynki finansowe i pożyczkowe przestały działać, kiedy załamało się na całym świecie zaufanie do systemu finansowego – to totalne nieporozumienie. Wtedy nastąpił biblijny potop, dziś mamy do czynienia co najwyżej z powodzią „stulecia” – taką, jaką media ogłaszają średnio raz na dziesięć lat.

Nie jest tak źle…
W przypadku COVID-19 można stosować środki czystości, procedury medyczne, ograniczyć ruch, ostatecznie – zamknąć granice. Nawet jeżeli nie mamy jeszcze szczepionki, to mamy procedury profilaktyczne i wiemy jak się zachować. W kryzysie finansowym z 2008 roku nie mieliśmy żadnych procedur profilaktycznych. Finansowa zaraza nie uznawała też granic – nie można było niczego zatrzymać. Najwięksi eksperci nie wiedzieli, co robić.

Zakładam, że powtórki z globalnego kryzysu nie będzie. Na ten moment żadne prognozy ekonomiczne dla Polski tego nie zakładają. NBP zredukował swoje prognozy wzrostu do 3,2 proc. w tym roku. Najniższa prognoza rynkowa to 2,7 proc. Jest wprawdzie scenariusz ostrzegawczy wzrostu o 1 proc. w tym roku, ale jego autorzy (ekonomiści Credit Agricole) sami podkreślają, że to tylko czarny scenariusz.

… ale wesoło też nie jest
Po pierwsze należy zaznaczyć, że finanse państwa w budżecie na 2020 r. nie są zrównoważone, co wyjaśniałem w poprzednim felietonie. Sektor rządowy (budżet centralny wraz z jednostkami pozabudżetowymi) planuje wydatki na 2020 r. w kwocie ok. 590 mld zł, a deficyt na ok. 38 mld zł. Pod kontrolą rządu są też wydatki społeczne, w kwocie ok. 390 mld zł. W całym SFP zakładany jest deficyt 32 mld zł. Sektor samorządowy jest niezależny i jego wynik w sytuacji spowolnienia może oczywiście się pogorszyć. W tym zakresie w budżecie jest to tylko prognoza (deficyt ok. 3 mld zł). Ale ta część SFP, która jest pod kontrolą rządu, zakłada duży deficyt. Po odjęciu dochodów jednorazowych i uwzględnieniu koniunktury, deficyt strukturalny całego SFP to ok. 3 proc. założone przez rząd. To w porównaniu prognozami dla innych krajów stawia nas na podium w całej UE!

Większy niż 3 proc. deficyt strukturalny prognozowany na 2020 r. mają tylko Rumunia i Hiszpania. Jeżeli chodzi o Rumunię, to niedawno Komisja Europejska zainicjowała procedurę EDP – procedura nadmiernego deficytu, grożąca wstrzymaniem funduszy z UE (!) – dla tego kraju. A my idziemy podobną ścieżką. Najpierw SDP – łagodniejsza procedura odchylenia od ścieżki deficytu strukturalnego – czyli „żółta kartka” przed EDP. Polska za swoje wyniki finansowe za 2019 r. już w maju br. z dużą pewnością zostanie zresztą umieszczona na czarnej liście SDP (bieżące prognozy Komisji Europejskiej na to wskazują, a są bardzo optymistyczne – nawet w stosunku do budżetowych, tj. deficyt 1% vs. 1,7%).

W budżecie na 2020 r. zaplanowano jeden z największych fiskalnych impulsów mierzonych poziomem deficytu strukturalnego w UE. Problem w tym, że struktura tego budżetu jest zupełnie nieprzygotowana na spowolnienie. Jest sztywny, poupychany do sufitu. Jakiego więc deficytu strukturalnego oczekują ci ekonomiści, którzy nawołują do luzowania? Ok. 3 proc. to mało? Jeżeli pozwolimy sobie np. na 4 proc., to gdy koniunktura mocno się pogorszy, deficyt nominalny może przekroczyć 5 proc.!

Niestety często próbuje się wykorzystać okresy gorszej koniunktury do luzowania ram fiskalnych, ale to zawsze źle się kończy. Ramy fiskalne są zaprojektowane właśnie na dobre i złe czasy. Poradzą sobie też ze spowolnieniem. Po kryzysie 2008 roku ramy fiskalne w Europie i w Polsce zostały gruntownie zreformowane. Być może część ekonomistów tego nie zauważyła.

Przepisy na spowolnienie
W Polsce wprowadzono antycykliczną, Stabilizującą Regułę Wydatkową (SRW). Ta reguła z definicji nie ogranicza deficytu w okresie spowolnienia. Chyba, że są stosowane manewry jej obchodzenia. I obecne spowolnienie nie jest żadnym uzasadnieniem, aby tę kotwicę zmieniać. SRW działa w ten sposób, że planowane wydatki nie zależą od obecnej koniunktury gospodarczej. Jeżeli więc drastycznie spadłyby dochody podatkowe, to deficyt będzie większy, bo wydatki pozostaną niezmienione. Tak działa reguła.

Ponadto SRW nie jest ślepa na sytuacje kryzysowe i spowolnienie. W SRW są określone tzw. „klauzule wyjścia”, czyli sytuacje, kiedy można poluzować limit wydatków albo nawet go nie stosować.

Pierwsza klauzula wyjścia, tzw. mała klauzula, polega na tym, że wyłącza się w SRW tzw. korektę redukującą tempo wzrostu wydatków z uwagi na dług publiczny, tj. obecnie 1,5 pp. w dynamice wydatków. Wyłączenie tej korekty daje kilkanaście miliardów złotych. Można to robić w sytuacji, kiedy prognozowane tempo wzrostu PKB na 2020 r. byłoby bardzo niskie, niższe o 2 pp. od średniej. Jest to zapisane wprost w ustawie o finansach publicznych. Jeżeli więc jesteśmy pewni dużego spowolnienia w PKB i założymy to w projekcie budżetu, to możemy poluzować deficyt o ok. 0,5 proc. PKB. Tempo PKB, które włączy tę klauzulę, to ok. 1,5 proc. To nawet więcej niż czarny scenariusz ekonomistów z CA. Problem w tym, że chciałoby się chwalić, że wzrost jest relatywnie wysoki i zastosować małą klauzulę – ale tak się nie da.

Jest też silna klauzula wyjścia, która pozwala zawiesić stosowanie reguły. Art. 112d. Ustawy o Finansach Publicznych (UoFP) mówi, że SRW nie stosuje się w przypadku wprowadzenia: 1) stanu wojennego; 2) stanu wyjątkowego na całym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej; 3) stanu klęski żywiołowej na całym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jeśli więc COVID-19 wywoła najczarniejsze scenariusze, to – jak widać – też mamy opcje wyjścia.

Wynagrodzeń lepiej nie mrozić
Pamiętajmy też, że kiedy spowolnienie się skończy trzeba będzie zredukować deficyt poniżej 3 proc. Po skokowym wzroście deficytu do 8 proc. w 2008 r. w Polsce jego redukowanie nie było bezbolesne. Konieczny był powrót częściowo do wyższej stawki ubezpieczenia rentowego, aby utrzymać wydatki socjalne, przez wiele lat mrożono wynagrodzenia w sferze budżetowej (urzędnicy, nauczyciele, policja, ochrona zdrowia). Utrzymanie wydatków socjalnych i rozwojowych na absorbcję funduszy z UE okupiliśmy płacami w budżetówce i jakością usług publicznych.

Dalekowzroczność pożądana
Jeżeli pochopnie rozluźnimy finanse publiczne, to gdy nadejdzie okres ożywienia – kto będzie ofiarą cięć? Kto ucierpi? Znowu firmy? Znowu wynagrodzenia, czy inwestycje, a może wydatki na cele społeczne? A może pojawią się nowe podatki sektorowe? W planowaniu budżetowym konieczna jest rozwaga i patrzenie na lata do przodu.