Prezydent wpędzi bezrobotnych w spiralę zadłużenia

Prezydent wpędzi bezrobotnych w spiralę zadłużenia

Jak można osobie bez pracy, której sytuacja materialna uniemożliwia zapłatę raty kredytu, udzielać pożyczki na kwotę 72 tys. zł? Ta i inne prezydenckie propozycje pomocy kredytobiorcom są nieracjonalne, drogie, nieskuteczne i niebezpieczne – przekonuje w „Rzeczypospolitej” ekspert Pracodawców RP Grzegorz Tokarski.

 – Przedłożony w ubiegłą środę przez prezydenta Andrzeja Dudę projekt ustawy o zmianie ustawy o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy, oraz ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych można uznać za kompromis. Rzecz jednak w tym, że nie każdy kompromis służy stronom, a mam tu na myśli zarówno kredytobiorców, jak i kredytodawców. Na wieść o projektowanych przepisach zadowolenie wyraziły wyłącznie Narodowy Bank Polski oraz Komisja Nadzoru Finansowego zaangażowane poprzez Komitet Stabilności Finansowej w tworzenie tejże nowelizacji. Próżno szukać natomiast pozytywnych opinii zarówno środowiska bankowego, jak i kredytobiorców. Okazuje się, że mimo głośnych zapowiedzi definitywnego zakończenia trwającej od kilku lat dyskusji o sposobach pomocy kredytobiorcom hipotecznym ostateczne rozwiązania cieszyć będą wyłącznie polityków, którzy w ten sposób wycofają się ze złożonych obietnic wyborczych. Tym samym trzy projekty ustaw wprost z sejmowej Komisji Finansów Publicznych trafią po wakacjach do niszczarki – pisze.

– W prezydenckim projekcie ustawy nie znajduję form realnej pomocy kredytobiorcom. Na początek należy jednak zdefiniować, czym w ogóle są ich problemy. Otóż są dwa. Pierwszy to zbyt wysoki wskaźnik DTI (debt to income), czyli procentowy udział raty kapitałowo-odsetkowej w miesięcznym dochodzie. Drugi to zbyt wysoki wskaźnik LTV (loan to value), czyli zależność pomiędzy wartością zobowiązania kredytowego a wartością mieszkania będącego zabezpieczeniem tegoż kredytu. Innych nie ma. Wszystko jest bowiem kwestią relatywizmu. Czy ktokolwiek narzekałby na zaciągnięty kredyt w chwili, gdy wysokość raty stanowiła nieznaczną część miesięcznego dochodu, a wartość mieszkania w trudnych czasach pozwalałaby na całkowite pokrycie zobowiązania kredytowego środkami pochodzącymi z jego sprzedaży? Podejrzewam, że nie. Mamy więc do czynienia z sytuacjami, w których kredytobiorcy z różnych obiektywnych przyczyn wpadają w nierzadko czasowe tarapaty uniemożliwiające obsługę zobowiązań, a sprzedaż nieruchomości jest nieopłacalna. Na tyle nieopłacalna, że oprócz utraty częściowo spłaconego dachu nad głową powodowałaby konieczność dalszej spłaty różnicy wartości mimo problemów finansowych – zaznacza.

– Jakie wyjście z tego typu sytuacji proponuje prezydent Duda? Otóż proponuje trzy rozwiązania, które w mojej opinii są drogie, nieskuteczne i niebezpieczne. Jak można było w ogóle pomyśleć o tym, by osobie bezrobotnej, której sytuacja materialna uniemożliwia zapłatę raty za nieruchomość, w której mieszka z rodziną, udzielać 72 tys. zł pożyczki z przeznaczeniem na spłatę tych i tak już za dużych i nieobsługiwanych rat? Czy pomocą dla tych osób jest życzeniowe myślenie, że rozwiążą one samodzielnie wszelkie swoje problemy i nie dość, że staną na nogi, to jeszcze polepszą swoją sytuację względem tej wcześniejszej na tyle, by zamiast samych rat kredytu mieszkaniowego spłacać jeszcze dodatkową pożyczkę? Wpychanie potrzebujących w spiralę zadłużenia można w ogóle nazwać pomocą? To nielogiczne, nieracjonalne i jestem pewien, że nie zostanie zaakceptowane przez społeczeństwo, a prowadzić może wyłącznie do windykacji, rozwiązywania umów kredytowych i wzrostu orzeczonych upadłości konsumenckich. Słowem nieskutecznej restrukturyzacji – ocenia.

Jego zdaniem restrukturyzacja zobowiązania oparta na przewalutowaniu kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta, w której kredytobiorca uzyskuje dochód dostępna będzie dla nielicznych i nie będzie rozwiązywać rzeczywistych problemów kredytobiorców,  między innymi ze względu na zaledwie częściowe przewalutowanie.

– Uważam, że ani ustawa prezydencka, ani żadna inna nie pomoże kredytobiorcom. Aż do czasu, kiedy zostaną nimi objęte wyłącznie osoby, w których życiu pojawiły się obiektywne zdarzenia losowe, takie jak utrata pracy, problemy zdrowotne, nabycie niepełnosprawności, śmierć osób bliskich czy rozwód. A także do czasu, kiedy celem poszczególnych form wsparcia będzie likwidacja i niwelowanie powodów zaprzestania spłaty. Powodów, a nie skutków. Istnieją także w mojej opinii o wiele skuteczniejsze i o wiele tańsze sposoby pomagania tym, którzy tej pomocy potrzebują. Szkoda byłoby czasu oraz tych miliardów złotych, które banki mogą stracić na szukanie skutecznych metod pomocy swoim klientom. I o ile zgadzam się w pełni, że pomoc powinna być udzielana bez względu na walutę, w jakiej kredyt został zaciągnięty, o tyle uważam, że nie każdemu wskazanemu w tej ustawie pomoc się należy. Niewłaściwe byłoby wzmacnianie postaw roszczeniowych u świadomie podpisujących umowy osób, którym spekulacyjny kredyt podoba się tylko wtedy, kiedy jest niski. Istnieją o wiele skuteczniejsze i tańsze sposoby pomagania tym, którzy pomocy potrzebują – podsumowuje Tokarski.

Artykuł jest dostępny tutaj.