Gospodarka, siła, wizja

Co łączy nawałnice i podatki?

Czy nawałnice, które spustoszyły tydzień temu północną Polskę, mogą mieć coś wspólnego z systemem podatkowym? Pytanie mogłoby się wydawać absurdalne. Takie jednak wcale nie jest, a odpowiedź brzmi „tak” - pisze w Rzeczpospolitej Andrzej Malinowski, Prezydent Pracodawców RP.

Piszę te słowa świeżo po powrocie z Borska (na granicy Borów Tucholskich i Kaszub), w którym spędziłem ostatni tydzień. Na własne oczy widziałem, jak groźna potrafi być przyroda. Jednym uderzeniem wiatru niszczyła stare drzewa, uszkadzała stojące od lat budynki. Tym bardziej zainteresowała mnie medialna dyskusja o tym, czy strat i tragedii przyniesionych przez nawałnice można było uniknąć.

Istnieje system ostrzegania o nadciągających groźnych zjawiskach pogodowych. W piątek 11 sierpnia gdyński oddział Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej przesłał wiadomość o niebezpieczeństwie do starostwa chojnickiego. Według mediów – zrobił to o godzinie 14.30. Osoby odpowiedzialne za przekazanie ostrzeżenia „w dół", do gmin odczytały go przed 16. Uznały, że nie warto już niczego robić! Bo gminni urzędnicy zapewne skończyli już pracę i wyłączyli komputery!

Co tu komentować. Jasne – nie da się przewidzieć, gdzie dokładnie uderzy piorun. Nie każda burza przynosi śmierć i zniszczenia na wielką skalę. Ale, do ciężkiej cholery, można zrobić wszystko, co nakazuje obowiązek! Poczucie odpowiedzialności za powierzoną część państwa. Bo urzędnik dostaje jego mały fragment do zarządzania. Ten fragment to często los żywych ludzi. 

Wniosek jest oczywisty: nieważne, jak nowoczesny stworzymy system, jak doskonałe opracujemy procedury. Zdadzą się psu na budę, jeśli nie będzie użytkowników, którzy potrafią i chcą je wykorzystać. Wiem to doskonale. Od lat przedsiębiorcy doświadczają podobnego losu, jak mieszkańcy gmin zdemolowanych przez nawałnice. System prawny, a przede wszystkim podatkowy, w którym muszą funkcjonować – działa fatalnie. Jest pełen wewnętrznych sprzeczności, błędów oraz niejasności. Niestabilne prawo, zmienne interpretacje przepisów, urzędnicza mentalność postrzegająca przedsiębiorcę jako zwierzynę łowną – tak wyglądają burze, którym musi stawiać czoła polski biznes.

A gdy już nawet uda się wywalczyć coś dobrego – jak zasadę in dubio pro tributario (rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika) – to się jej nie stosuje! W 2016 roku fiskus zastosował ją... 41 razy. W całym kraju urzędnicy zaledwie 41 razy mieli wątpliwości co do interpretacji przepisów? Wolne żarty. Im się po prostu nie chciało użyć nowego narzędzia. Nie zrozumieli, czemu ma służyć. Nie wykorzystali go w pełni – tak samo jak ci, którzy potraktowali ostrzeżenie o nadchodzącej burzy jako mało istotne.

Felieton dostępny jest tutaj